Michał Nalewajek: W Tokio mamy inne składy, niż w Rio, ale po cichu liczę na medal

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Michał Nalewajek: W Tokio mamy inne składy, niż w Rio, ale po cichu liczę na medal
Michał Nalewajek: W Tokio mamy inne składy, niż w Rio, ale po cichu liczę na medal archiwum prywatne Michała Nalewajka
- Po przeszczepie nerki pojechałem na zawody, bo byłem zdeterminowany, żeby zakwalifikować się na igrzyska. Udział w nich jest spełnieniem marzeń - nie kryje przed swoimi drugimi igrzyskami paraolimpijskimi Michał Nalewajek. Uprawiający szermierkę na wózku 28-letni sportowiec w Rio de Janeiro zdobył dwa medale, w Tokio liczy na dobry start.

Podczas igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro w drużynie zdobył pan srebrny medal we florecie i brązowy w szpadzie. Przed rywalizacją w Tokio taki dorobek wziąłby pan w ciemno?
Muszę przyznać, że raczej tak, bo po pierwsze widzę, jak poziom zawodników rośnie i coraz trudniej zdobywać medale. W Tokio będzie mocny Iran, którego nie było w Rio, do tego Wielka Brytania i jeszcze kilka wyrównanych ekip. Po drugie zmieniły się składy naszych drużyn. We florecie nie ma już z nami znakomitego Jacka Gaworskiego. Co prawda dołączył m.in. rewelacyjny Adrian Castro, ale on specjalizuje się w szabli. Mimo wszystko po cichu liczę, że uda nam się zdobyć chociaż jeden medal drużynowy. Dopóki turniej się nie zaczął, wszystko jest możliwe.

Jakie ma pan nadzieje w indywidualnej rywalizacji?
Chcę mieć udany turniej. Jeśli taki będzie, wynik przyjdzie sam. Poziom jest bardzo wysoki i jest na nim coraz więcej zawodników. Zwłaszcza Chińczycy, Rosjanie, Włosi, jest jeden świetny Węgier. Będzie bardzo trudno nie tylko o medal, ale nawet, żeby wejść do finału. Jednak zdarzają się też niespodzianki...

Pięć lat w szermierce to dużo?
W tym czasie mogło się mnóstwo rzeczy zmieni, a zarazem nic. Wszystko zależy od tego, jak zawodnik traktuje swoją dyscyplinę. Osobiście zauważyłem różnicę u niektórych zawodników. Ci którzy wcześniej byli – z przymrużeniem oka – dostarczycielami punktów, poprawili się. Przez pandemię mieliśmy mniej startów. W lutym 2020 r. był turniej na Węgrzech, w kolejnym startowałem dopiero na początku lipca w Szabli Kilińskiego. O wejście do ósemki walczyłem z Niemcem, którego zwykle pokonywałem. Tym razem się nie udało, mimo że nigdy nie lekceważę rywali. Muszę jeszcze bardziej ich obserwować.

Pan też nie stoi w miejscu?
Widzę elementy, w których się poprawiam, że jeszcze długie lata miną, aż wejdę na wysoki poziom. Naprawdę trzeba włożyć mnóstwo czasu i wysiłku, żeby osiągnąć sukces. Kiedyś nie myślało się o diecie, pracy z psychologiem, treningach wykraczających poza dyscyplinę. Dziś właściwie wszyscy starają się ze wszystkiego korzystać, a sport paraolimpijski jest coraz bardziej profesjonalny. W niektórych krajach można pozwolić sobie na więcej, w Polsce trudno poświęcić się treningowi w 100 proc., musimy też skupić się na pracy i codziennym życiu.

Jak wygląda pana ostatnia prosta do olimpijskiego startu?
Treningi są już mnie intensywne, więcej jest gier i zabaw oraz odpoczynku.

W przeciwieństwie do igrzysk w Rio, w Tokio rywalizacja w szermierce zacznie się dzień po ceremonii otwarcia. To lepiej?
Faktycznie pięć lat temu po przylocie musieliśmy czekać dwa-trzy tygodnie. Przyznam, że im dłużej czekałem, tym bardziej miałem dość. Teraz przylecimy, mamy parę dni na aklimatyzację, start i powrót. Nie wiem, co okaże się lepsze, będę mógł to ocenić po igrzyskach, ale wydaje mi się, że im mniej czasu do startu, tym lepiej. W każdy razie zaczynamy od mocnego uderzenia, bo od szabli, gdzie mamy znakomite szablistki i szablistów, jak Kinga Dróżdż, Marta Fidrych, z którą znamy się niemal odkąd zacząłem trenować szermierkę, Adrian Castro i Grzesiek Pluta. Mamy duże szanse, by już od początku igrzysk zdobyć medale.

A czym dla pana są igrzyska?
Udział w nich jest ponad wszystko. Każdy sportowiec marzy, by znaleźć się na igrzyskach olimpijskich czy paraolimpijskich. Wiem to po sobie, bo sześć lat temu miałem przeszczep nerki, ale nie wiem, czy kontynuować, bo to może być za mocne.

Czytelnik został uprzedzony.
W pierwszej połowie 2015 r. nie byłem pewny awansu na igrzyska w Rio, a musiałem mieć przeszczep nerki, później pojawiły się komplikacje i potrzebny był zabieg. Ominęły mnie jedne zawody i powinny drugie, ale byłem tak zdeterminowany, że na nie pojechałem. Wiem, że zlekceważyłem swoje zdrowie. Trener mówił mi, że weźmie mnie tylko wtedy, gdy lekarz da zgodę. Pamiętam, że cały dzień siedziałem w szpitalu przy Lindleya, by doktor dał mi zgodę. Dał, ale na moją odpowiedzialność. Następnego dnia rano poleciałem na zawody. Wystartowałem z drenem na brzuchu, zdobyłem cztery punkty i kto wie, czy one nie przesądziły, że zakwalifikowałem na igrzyska, gdzie zdobyłem dwa medale. Fizycznie czułem się źle, byłem słaby, kondycyjnie – wrak. Siły odzyskiwałem kilka miesięcy. Ale co mnie nie zabiło, to mnie wzmocniło. Ryzykowałem swoim życiem, ale wiedziałem na co mnie stać i na ile mogę sobie pozwolić.

Łatwiej zrozumieć pana motto - dopóki stoisz o własnych siłach, to możesz wszystko.
Tak jest, jeżeli chcesz i masz możliwości, to nic nie stoi na przeszkodzie, by realizować marzenia. Ale są inni sportowcy, którzy są bardziej inspirujący ode mnie. Własną postawą pokazują, że można normalnie żyć, a nie użalać się nad sobą. Wszystko dzieje się po coś. Trzeba złapać to, co los daje nam przed nosem.

PZPN podnosi ceny biletów na kadrę

Wideo

Materiał oryginalny: Michał Nalewajek: W Tokio mamy inne składy, niż w Rio, ale po cichu liczę na medal - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie