Wrze w łomżyńskim pogotowiu. Ratownicy gotowi złożyć wypowiedzenia

Joanna Bajkiewicz
Joanna Bajkiewicz
Ratownicy z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Łomży chcą godnych zarobków, ale - jak nieustannie słyszą - na podwyżki nie pozwala sytuacja finansowa firmy. Mają naprawdę dość.

Mimo wielu prób rozmów z dyrekcją, nowe angaże, uwzględniające ministerialne podwyżki, dostali dopiero po wypłacie. Doszło do tego, że zamiast do pracy, poszli na zwolnienia lekarskie. W weekend 14-15 sierpnia, dwie karetki łomżyńskiego pogotowia były bez obsady.

- - Dyrektor nie podejmuje żadnych decyzji. Ja jako szef, bym był wtedy w pracy i na głowie stawał, by znaleźć pracowników. Przecież to jest zagrożenie dla społeczeństwa - mówi Kazimierz Borkowski, przewodniczący NSZZ Solidarność w WSPR w Łomży i dodaje, że sam został w pracy po nocnym dyżurze, aby zachować ciągłość pracy w pogotowiu.

I choć teraz jest na urlopie, w każdej chwili jest gotowy spotkać się dyrektorem, by podjąć rozmowy.

- Jest niezadowolenie wśród załogi. A co będzie? Z tego, co słyszę, mają zamiar nie brać dyżurów. Będą składać wypowiedzenia i to koordynujący, jak i kontraktowi - mówi Borkowski.

I dodaje, że do rozmów włączyć się musi marszałek, bo sam dyrektor tego problemu nie rozwiąże.

- Wczoraj miał spotkanie z ratownikami koordynującymi, ale nic ciekawego im nie zaproponował. Widzimy, że potrzebujemy wsparcia, bo z dyrektorem się nie dogadamy - mówi ratownik.

Ratownicy walczą o podwyżki poborów zasadniczych, ale jednym z głównych postulatów jest dodatek dla kierowników zespołu.
- Mamy ludzi wykształconych. W tej chwili w karetkach nie ma lekarzy, już nawet na tzw. eskach. Ratowonicy muszą dawać sobie radę sami. Chcielibyśmy mieć chociaż połowę tego, co miał lekarz - tłumaczy Kazimierz Borkowski.

I dodaje, że bycie kierownikiem zespołu to ogromna odpowiedzialność za pacjenta.
I właśnie ze względu na niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą praca na karetce, sprawia, że wykształceni ratownicy z licencjatem, wolą iść na studia pielęgniarskie i przejść na etat w szpitalu.

-Tam jest spokojniej niż w ambulansie, w terenie o każdej porze dnia i nocy –podkreśla Borkowski. I zaznacza, że jeśli nic się nie zmieni, sam przejdzie na wcześniejszą emeryturę.

Próbowaliśmy skontaktować się z dyrektorem łomżyńskiej stacji pogotowia, Sławomirem Szajdą, ale w sekretariacie powiadomiono nas, że trwa spotkanie z kadrową. Dyrektor miał oddzwonić, ale tego nie zrobił.

Kazimierz Borkowski uważa, że WSPR w Łomży jest w dobrej kondycji i stać ją na podwyżki.
- Dwa tygodnie temu otrzymałem pismo od rady społecznej, że dyrektor chce podwyżki dla siebie i nagrody z najwyższej półki - wyznaje ratownik.

Ratownicy oddali nagrody, bo nie chcą jałmużny

Pogrzeb śp. Ireneusza Karlikowskiego. Odszedł chirurg z powo...

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie